Ostatnie 1,5 tygodnia spędziłam na wyspie Napoleona, pół dzikich świń jedzących kasztany, gór o niesamowitych kolorach i pysznego jedzenia. Wróciłam wczoraj i bardzo powoli przestawiam się na powakacyjny tryb. Podczas gdy ja będę się aklimatyzować, wy pooglądajcie sobie zdjęcia. Wcale nie było łatwo wybrać tych, które zasłużyły na publikacje.
Zdjęcie z samolotu musi być. Korsyka już z lotu ptaka prezentowała się zachwycająco.
Kamienne miasteczka i mnóstwo gór.
Mam słabość do robienia zdjęć praniu.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, co do świętości Maryi.
A oto korsykańska wersja Wyspy Wielkanocnej.
Korsyka skałami stoi. I można w nich widzieć tysiące rzeczy. Co widzicie w tej?
Bardziej niż praniem fascynuję się tylko zwierzątkami. Tutaj koleżanka jaszczurka.
Koza broni bezpieczeństwa narodowego (może to dlatego ci biedni Korsykanie całe życie mieli pod górkę ze zdobyciem niepodległości?)
A taki widok mieliśmy z naszego kamiennego okna w naszym starym, kamiennym domu.
Obok domu pasły się konie i wieczorami można było siedzieć na schodach i słuchać jak galopują po pastwisku.
Gdybym miała przekazać jak wygląda Korsyka, to właśnie tak.
Albo tak.
A tak wyglądam ja na korsykańskiej plaży. Pełnia szczęścia, bo kasztanowe piwo i nowa książka Jonathana Carrolla, którą pochłonęłam równie szybko, co ten bursztynowy trunek.
To chyba najsłynniejsza skała Korsyki. Też można w niej zobaczyć różne rzeczy, oprócz całkiem oklepanego serca.
A to mój kolega, którego spotkałam na szlaku.
Dobra reklama w lesie dźwignią handlu. Chociaż od 15 minut, co zakręt miałam nadzieję, że to już koniec i jak zobaczyłam te kolejne 40 minut to jakoś nie podniosło mnie to na duchu.
Ta czerwień na mojej twarzy to ani nie opalenizna, ani źle dobrany podkład, tylko zmęczenie, kiedy wreszcie dotarłam do końca Spelunki.
Tak, naprawdę spędziłam 2 godziny w Spelunce. Część osób nie dowierza, dlatego zrobiłam to zdjęcie dla wszystkich niedowiarków.
Jarałam się wszystkimi świnkami przy drodze. Ta świnka ryje w poszukiwaniu kasztanów.
A to mikro świnka z makro świnką.
Ot, taki mały jachcik przypłynął sobie z Kajmanów. Zastanawialiśmy się czy na pokładzie jest Madonna czy Dżordż C.
Jeszcze jedna świnka. Tę udało mi się pogłaskać, w zamian za co chciała zjeść mojego buta.
Ci, którzy mnie znają, znają również moją słabość do znaków drogowych. Tego niestety nie miałam jak zabrać.
Rozmowy o życiu z widokiem na port.
W takich okolicznościach przyrody przyszło mi jeść ostatni lunch i dokarmiać nim mrówki.
Po drodze znalazłam swój wymarzony home office.
A na koniec, mądrości życiowe.
Gdyby było Wam mało, tutaj i tutaj możecie zobaczyć co jadłam na Korsyce.
Jak Wam się podoba Korsyka moimi oczami? Byliście tam kiedyś? A może chcielibyście pojechać?
Też chciałabym pojechać Korsykę. Wygrzać ciałko i zwiedzić miejsca, które omijają turyści. Mam nadzieję, że naładowałaś baterię na kolejne wyzwania również blogowe. Pozdrawiam 🙂
Piękne zdjęcia 🙂 Jak smakuje kasztanowe piwo?
Gdybym nie przeczytała na etykiecie to w życiu bym się nie domyśliła, że jest to piwo kasztanowe. Generalnie smakuje jak bardzo dobre piwo, bez goryczki.
Niesamowite widoki! Zazdroszczę tej podróży. Poza tym kasztanowe piwo musi świetnie smakować 🙂
Nawet moja mama, która nie jest wielką fanką piwa, dała się na nie skusić od czasu do czasu, więc rzeczywiście było bardzo dobre 🙂
W tych skałach widzę całującą się parę! 🙂
Pięknie, zazdroszczę Ci urlopu. Mnie na razie się szykuję 8 dni w Polsce, ale nie wygląda to jak tradycyjny wypoczynek, raczej bieganie od 1 sprawy do kolejnej i jednego spotkania na drugie. Mam cichą nadzieję, że we wrześniu uda się zarezerwować jakieś last minute na przyjemnej wysepce. Twoje fotografie – bardzo ładne. Ja mam słabość do uwieczniania stóp na plaży z widokiem na morze :)), znaki też czasami..
Ha, moje stopy też się znalazły na zdjęciach 🙂
Mam nadzieje, że wypoczęłaś w takich pięknych okolicznościach!:)
Zazdro <3 nie wiedziałam, że jest tam tyle świnek 🙂
Te świnki zupełnie sympatycznie wyglądają. Kto by pomyślał 🙂
bardzo miła relacja 🙂